czwartek, 13 lipca 2017

PERKOZY DWUCZUBE I ŁABĘDZIA RODZINA.

Od ponad 3 lat mieszkam w rodzinnych stronach mojego męża czyli na Warmii .A całe dotychczasowe życie mieszkałam na Mazurach.
Właśnie wczoraj byliśmy w mojej rodzinnej miejscowości i zdałam sobie sprawę jak  ogromnie brakuje mi i jak tęsknie za jeziorami  (widok z okna miałam na jezioro i las) ) ,brakuje  zapachu  ,ogromu i potęgi  jeziora ,szumu fal przy wietrze,bogactwa pływającego ptactwa i bogactwa roślin .Tu ,gdzie mieszkamy na Warmii mamy małe jeziorka .
A z wczorajszej wycieczki na Mazury przywiozłam zdjęcia perkozów dwuczubych .Zatrzymaliśmy się na chwilę na parkingu przy jeziorze ,najpierw je  usłyszałam  ,po głosie  rozpoznałam,ze jakieś młode pływają.No i były całkiem blisko .Niestety zdjęcia nie wyszły najlepiej ,aparat zabrałam "na wszelki wypadek " i ten "wszelki wypadek " był  ! bo wycieczka nie była w celach przyrodniczych.
A wracając do perkozów .Jeden rodzic pływał z dwoma swoimi dzieciakami ,a drugi rodzic z jednym .Młode uczyły się od rodziców ,gdy rodzic zanurzał się po rybkę do wody ,młode dokładnie tuż za nimi robiły to samo.Maluchy były 3 ,zastanawiałam  się czy względy bezpieczeństwa były powodem tego,że rodzice podzielili się opieką nad dziećmi .










Po drodze spotkaliśmy też łabędzią rodzinę .Niestety nie była to wycieczka przyrodnicza ,więc nie miałam czasu na obserwację.Zatrzymaliśmy się tylko na chwilę zrobić zdjęcia ale co ciekawe ,gdy jechaliśmy rano ,cała łabędzia rodzinka siedziała w tym samym miejscu co ,gdy wracaliśmy po ok.8 godzinach.





A następny post będzie o tym jakie maluchy przychodzą na świat na moim podwórku.

wtorek, 6 czerwca 2017

BOBRY

Wczoraj poszłam z mężem na spacer ,w sumie w konkretnym celu  ,chciałam porobić zdjęcia łabędziom ,kaczkom i wszelkiemu wodnemu ptactwu ,bo w tym roku oprócz krzyżówek  ,które odwiedzają mój staw i  gągołom ,które pływają na dużym stawie opodal mojego domu nie porobiłam zdjęć.
Ptactwa wodnego nie spotkaliśmy ,oprócz jednej przelatującej kaczki ,nawet nie wiem jakiej ,bo tak szybko i niespodziewanie śmignęła .
Spacerowaliśmy sobie blisko rzeczki  cicho aż tu nagle usłyszeliśmy plusk ,jak nic tylko bóbr mógł tak śmignąć do wody,przystanęliśmy ,stoimy parę minut w zupełnej ciszy  ok. pięciu metrów od  żeremia bobra ,obserwujemy kręgi na wodzie ,woda wskazuje nam ,że on jest i po tych paru minutach wypłynął .
Poobserwowaliśmy go ,zrobiliśmy kilka zdjęć ,komary cięły niemiłosiernie ,poszliśmy dalej ,a zatrzymując się na mostku widzimy,że po drugiej stronie płynie  kolejny bóbr w naszą stronę...popłynął w odwiedziny do tego pierwszego.
Bóbr był tak miły ,że pokazał swoje piękne pomarańczowe zębicha.
 2 i 3 zdjęcie z innego dnia ,siedzieliśmy cicho na mostku ,a bobry przepływały tak,że gdybym wyciągnęła rękę mogłabym je swobodnie dotknąć ( nie wyciągałam ,bo jednak bobrze zęby robią na mnie wrażenie ...)
Byliśmy w tym miejscu kilkakrotnie i zawsze wypływają tuż po 19-stej...mąż mówi,ze według nich można zegarki regulować:)
W sumie  jest ich tam trzy ,dwa żyją (może to małżeństwo?) z jednej strony mostku a jeden po drugiej stronie.Obserwowalismy jak odwiedzają się wzajemnie .A mój mąż szczęściarz! widział jak bóbr przysiadł na brzegu i nacierał sobie ciało ,a ja oczywiście! musiałam być z aparatem w zupełnie innym miejscu ,a nigdy nie widziałam bobra ani na brzegu ani tym bardziej nacierającego swoje ciało.
Musimy pomyśleć o drugim aparacie.Niedawno  podczas spaceru, też śmigałam z aparatem w zupełnie innym miejscu niż mój mąż ,a mój mąż  stał sobie spokojnie blisko jeziorka ,aż tu nagle ok.10 metrów od niego idzie sobie lis ,mokry lis z rybą w pysku ! mówi,że tę rybę miał dokładnie w połowie włożoną do pyska tak,że ogon ryby sterczał z jednej strony ,a głowa z drugiej strony.Lis szedł spokojnie , przystanął popatrzył na mojego męża i dalej niespiesznie poszedł w swoją stronę.A ja już widzę jakie miałabym piękne zdjęcie ,a tak ani zdjęcia ani nie widziałam...w przeciwieństwie do mojego męża nie umiem usiedzieć w miejscu ,ja latam jak szalona ,a On usiądzie ,odpoczywa sobie i zawsze Mu coś się trafi ciekawego.
Zawsze ale to zawsze jak zdarza się coś wyjątkowego to albo nie mam aparatu albo jestem nie tam gdzie powinnam być..






środa, 17 maja 2017

Czapla biała u mnie w odwiedzinach .

Znowu o zeszłym roku mowa....Przejeżdżając koło rozlewisk zobaczyłam czaplę białą .A pierwszy raz w życiu zobaczyłam .No i oczywiście zawsze ale to ZAWSZE jak spotkam po raz pierwszy w życiu jakiegoś ptaka czy zwierzaka ,to oczywiście nie mam aparatu przy sobie.Zazwyczaj jak już ten aparat postanawiam ze sobą zabrać to na drodze nic się nie napatacza....
Myślę sobie jutro wezmę aparat i przyjadę.No muszę ! Muszę mieć na zdjęciu czaplę białą.
No a "jutro" wzięło i się zepsuło auto .Rozpacz ma była wielka.
Kręcę się w domu ,nagle mąż  woła mnie z podwórka.Wychodzę . Na mojej wierzbie siedzi sobie nie kto inny jak czapla biała!
Kochana! Przyleciała do mnie ,bo wiedziała,że ja nie mam jak jej odwiedzić ,a tak bardzo ,bardzo chciałam...
Rozmawiałam z sąsiadami i powiedzieli mi,że nigdy w życiu w naszej  wsi nie widzieli  czapli białej i ja też wtedy tylko ten jeden jedyny raz ...zabawiła spory kawał czasu .Napstrykałam "tysiące" zdjęć.
Jak już auto zostało naprawione jeździłam oglądać czaple białe na rozlewisku ale już nie robiłam więcej zdjęć ,w końcu te "tysiące" tej jednej mi wystarczą.
Natomiast czapla siwa odwiedza mój staw regularnie przez co ryb  już prawie w nim nie ma.





 Stała i stała na tym drzewie aż w końcu postanowiła sprawdzić co znajduje się w stawie strażackim ,który znajduje się przed moim podwórkiem.



ZA SOWAMI UGANIANIE

W zeszłym roku codziennie po 20-ej (rok i godz. w aparacie źle nastawione) słyszałam nowoływania dwóch sów.Polowałam na nie od 3 tygodni ! ,aparatem rzecz jasna.Uparta byłam i ja za tymi sowami po całym podwórku... ja po całej wsi za tymi sowami ....!Któregoś późnego wieczoru je słyszę .Siedzą u  sąsiadów na drzewie! Lecę pędem .No  siedzi ta sowa na wyschniętym drzewie ,idealnie widoczna .Cieszę się ,bo myślałam,że to pójdźka a to puszczyk mi się trafił.Sąsiadka mi latarką tę sowę co bym zdjęcie wyraźne mogła zrobić.Długo tak świeci ,a ta sowa długo tak siedzi ,a mi ręce z emocji latają i zdjęcia nie mogę zrobić.W końcu sowa straciła cierpliwość....
Kolejny dzień. Przygotowałam się ,aparat nastawiłam  i czekam .Jest .Siedzi .Na dachu mojego domu siedzi ,po chwili na jabłonce (było po 23-ej ) to ja w te pędy z latarką do tej jabłonki .Siedzi ale bokiem.Próbuję namówić ją aby zapozowała do zdjęcia.... "uhu" "juhu" ,kwilę ,chrząkam ( człowiek to całe życie nabywa nowych umiejętności ) .Dała się namówić .Zdjęcie zdobyte!Skaczę z radości.
A tu nagle ...przeleciały mi dosłownie nad głową druga sowa ,przeleciała polując na kwiczoła ,który darł się w niebogłosy ...to polowanie sprawiło,że ustałam skołowana i nie wiedziałam co robić...
Chyba nie upolowała ,bo po chwili widzę  lecące  ....dwie sowy!A wiadomo.. apetyt w miarę jedzenia....Słyszę,że blisko usiadły, to ja za nimi biegnę z tym aparatem ,z latarką po krzakach... ( latarka do kitu).No dwie siedzą ale akurat w tym momencie latarka postanawia się całkowicie zepsuć. Sowy odleciały .
Wracam do rzeczywistości...Jest już po północy , ja sama ,daleko od domu ,ciemno . Nagle w głowie jak w kalejdoskopie obrazy wszystkich zbrodni świata oglądane przez całe życie w telewizji...No jak nic ,rację mają ci co twierdzą,że telewizja szkodzi.Lokalizuję w ekspresowym tempie położenie mojego domu.W te pędy na oślep biegnę ,krzaki złośliwie postanawiają mi na drodze stawać..takie to ciemno.
Ale emocje były? były! zdjęcie jest? jest!:)


A na poniższym zdjęciu sowa ,która siedziała  u sąsiadki na drzewie.Była idealnie widoczna ,mało tego ona długo siedziała , a ja nie wykorzystałam szansy ...ręce latały z emocji ,aparatu nie umiałam nastawić.

wtorek, 16 maja 2017

GĄGOŁY -PARKA.

Gągoły.Dopiero wczoraj zobaczyłam je pierwszy raz w życiu,a wstyd się przyznać ,bo zobaczyłam je ...ok 100 metrów od mojego domu znajduje się spory staw ,mieszkam tu 3 lata i dopiero wczoraj zobaczyłam gągoły właśnie na tym stawie...nie wiem czemu nigdy tam nie chodziłam obserwować kto z tego stawu korzysta ....a tu taka niespodzianka.
Gągoły gniazdują w dziuplach drzew ale niestety w tym przypadku  przy samej wodzie drzew nie ma ,więc maluchy nie będą mogły skakać wprost do wody co byłoby dla nich najbezpieczniejsze.Gniazdo jeśli  jest nad lądem ,a w tym przypadku innej możliwości nie ma ,to młode będą musiały spadać na ziemię ale  na szczęście z reguły nic im się nie dzieje ,bo chroni je puch i worki powietrzne.

Zdjęcia są jakie są ,pisałam,że nie jestem w posiadaniu super sprzętu a nawet gdybym była to i tak na "zdjęciowaniu " (jak to określiłby mój młodszy syn) za bardzo się nie wyznaję:)
Widziałam jak pani gągołowa nurkowała przed samcem i wypływała ze 2 metry za nim.